Józek – Rzeczpospolita (recenzja)

Krucjata do krainy przeszłości
Kiedyś dzieciństwo – to nie był temat na dramat, lecz idyllę. Artyści przedstawiali je w oparach wanilii i mleka. Mary i koszmary dzieciństwa były tabu. Wiwisekcyjny realizm nie wchodził w grę. Jeżeli ktoś miał niedobre małoletnie wspomnienia, dyskretnie je przemilczał.
Teraz grzebanie w miazmatach przeszłości stało się modne. Nikogo nie krępuje upublicznianie intymności. Bo dziecięca trauma to legitymacja uprawniająca do nieudanej, pokręconej dorosłości.
Łapy wielkie jak kompleksy
Szczenięce lata „Fanny i Aleksandra” – bohaterów słynnej filmowej sagi Bergmana – trudno uznać za okres luzu i beztroski. Jedynej rozrywki dostarczał rodzeństwu wuj popisujący się siłą swych wiatrów.
Bergmanowi dorównuje sadyzmem Nicolas Robel, szwajcarski rysownik urodzony w Kanadzie 34 lata temu. Z tym, że grafik równoważy tragizm absurdalnym humorem. W komiksie „Józek” opowiedział historię kilkulatka. Brzydki smarkacz jest upośledzony nietypowym kalectwem: łapami wielkimi jak łopaty. Ani ich ukryć, ani zręcznie nimi operować. Nawet zabawki odmawiają współpracy. Jak takiego odmieńca kochać? Ojciec opędza się od Józka jak od muchy; matka gdera, koledzy szkolni wyśmiewają. Tylko drzewo przytula malca serdecznymi konarami. Poruszająca scena, oddająca skalę nieszczęścia chłopca: Józek obejmuje gruby pień jak najbliższą istotę. Ale ile można tak wytrwać, gdy zimno i plucha?
Wraca do domu i znów szuka lekarstwa na własne dłonie. Znajduje: odcina je nożem. Niestety odrastają, jeszcze większe. Ale oto ze śniegu sterczą dwie cudze, zgrabne rączki. Ktoś zgubił. Józek podnosi cenne znalezisko, odgrzewa w piekarniku i dokonuje transplantacji. Szczęśliwy, chce pochwalić się udanym przeszczepem. Gna do matki, do kumpli. W emocjach staje się nieuważny. Za późno słyszy ostrzegawczy klakson. Zostaje po nim na jezdni placek z małymi rączkami. Szkoda Józka.
Komiks szczerzy się okrucieństwem, ale też szczerze śmieszy. Do tego jest „brzydko rysowany”, w paskudnych zielonkawobrunatnych kolorach. Celowy zabieg – przecież bolesna wyprawa w przeszłość nie może dostarczać przyjemności. Koślawe, niby nieudolne ilustracje i absurdalna fabuła przystają do samopoczucia tytułowej postaci. Kompleksy przerastają Józka, a brak akceptacji dobija.
Na pewno nie jest to lektura dla najmłodszych. [...]
Monika MałkowskaRzeczpospolita (dodatek Rzecz o książkach)